Zrobiła się moda na czytanie. I bardzo dobrze, bo to fajne zajęcie, ale niektórym czytać nie wystarczy, muszą do tego sobie jeszcze popierdolić i dośpiewywać filozofie bo po co czytać dobre książki. Najgorsze jest w tym to, że naczelnymi ekspertami od czytelnictwa zostali głównie ludzie, którzy nie tak dawno temu stawiali mineralkę przed Zbyszkiem Nowakiem w telewizji, a program Idź na całość rozwijał ich kulturalnie. Czytają i czują się lepsi.
Na wstępie zaznaczymy, że poza Newsweekiem, Wprostem czytamy tylko akty prawne, a ostatnią książką jaką czytaliśmy były Dzieci z Bullerbyn. Obaj. I ten fakt poniekąd również pięczętuje naszą przyjaźń. Czytać książek nie lubimy i się z tym nie kryjemy, a tą odwagą w głoszeniu tego ostentacyjnie gardzi nasz przyjaciel Witek, który od czasu „Awantury o Basię” przeczytał tylko cztery książki: L. Messi „Nie liczy się rozmiar, tylko technika”, Xavi „Wolna Kataluniaaa”, A. Iniesta „Urodziłem się prawie w Maroko, ale pogram se dla Katalonii” i V. Valdes „W 90 minut dookoła stadionu”, ale i tak twierdzi, że czytanie uszlachetnia.